Dlaczego warto być proaktywnym – czyli nawyk podejmowania działania

Jakoś to będzie. Jakoś się ułoży. Tak czy inaczej – jakoś zawsze się ułoży.
Zresztą jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było.

W sumie to wygodne, bo jeśli ułoży się jednak nie po Twojej myśli, to jednym ruchem możesz zrzucić z siebie odpowiedzialność i powiedzieć, że przecież nie miałeś na to wpływu. Tak się samo jakoś ułożyło.

No właśnie. Jakoś.

Pytanie, czy chcesz żeby było jakoś, czy wolisz postawić na jakość. Jeśli wybierasz jakość, to czytaj dalej.

Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest proaktywność

Proaktywność to w najprostszym ujęciu podejmowanie działania. Zamiast czekać na gwiazdkę z nieba, wielką szansę nie wiadomo skąd i sprzyjające okoliczności, po prostu bierzesz los w swoje ręce i sam/a sobie tę szansę tworzysz. Bardzo identyfikuję się z powiedzeniem, że marzenia się nie spełniają – marzenia się realizuje. A to, co doprowadza mnie do białej gorączki, to stwierdzenie: „A, bo Tobie to się udało…” (dostać awans, dostać fajną pracę, zdać egzamin, rozwinąć biznes, zbudować zespół itp. – niepotrzebne skreślić, dowolne wstawić).

Otóż nie.

To nie jest kwestia udawania się. Udać to się może pogoda w wakacje nad Bałtykiem, bo na to nie masz wpływu. Natomiast resztę rzeczy, na które masz wpływ (a uwierz mi, na zdecydowaną większość masz) albo robisz, albo z nimi zwlekasz.

Definicję proaktywności należy uzupełnić jeszcze o dwie kwestie. Po pierwsze, branie odpowiedzialności za własne życie. Tak, wiem jak to brzmi… ale to jest naprawdę ważne! Jeśli chcesz odnosić sukcesy i się nie spalać na polu zawodowym, biznesowym, osobistym, rodzinnym i każdym innym, to za działania, jakie podejmujesz lub nie podejmujesz, musisz brać odpowiedzialność z „całym dobrodziejstwem inwentarza”, tj. ze wszystkimi konsekwencjami. To z kolei prowadzi nas do drugiej ważnej kwestii, czyli podejmowania świadomych decyzji i wyborów. I tu może otworzyć się puszka Pandory. Nie bez powodu mówi się „życie w słodkiej niewiedzy”. Może się okazać, że to, czego my chcemy, nie jest tym, czego chcą dla nas i od nas (z dobrego serca oczywiście) wszyscy inni dookoła. I nagle okaże się, że trzeba zdecydować, czy realizujemy swoje własne potrzeby, czy potrzeby jakie narzucają nam inni ludzie. A to bywa trudne.  Na pocieszenie powiem Ci, że jakość na początku zazwyczaj bywa trudna i wymaga zainwestowania, zanim stanie się „pasywnym źródłem”.
Jeśli jednak nie chcesz ponosić kosztów i brać na barki odpowiedzialności, to spokojnie – nic na siłę.
Jakoś to będzie.

Na czym polega proaktywność w praktyce?

Szukasz rozwiązań, próbujesz, testujesz, działasz, upadasz, ponosisz porażkę, wyciągasz wnioski (nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi, ale tylko głupiec popełnia 10 razy ten sam błąd! Błędy to wbrew pozorom nieocenione źródło informacji i nauki – pod warunkiem, że wyciągniesz wnioski), podnosisz się i działasz dalej z uwzględnieniem lekcji, jaką wynosisz z potknięcia. I to wcale nie jest tak, że jak zrobisz pierwszy krok, to potem już pójdzie gładko i sukces będzie gonił sukces. To tak nie działa.
Brzmi zachęcająco, co?

Jeśli jednak spojrzymy na biografie ludzi, którzy odnosili spektakularne sukcesy, to właśnie tak to wyglądało.

Ćwiczenie w sobie nawyku proaktywności sprawi, że po pewnym czasie zaczniesz myśleć w inny sposób i zmienisz perspektywę patrzenia na to, co się dzieje wokół Ciebie.
Zamiast myśleć w kategoriach: to jest za trudne, znowu mi się nie udało, nie wiem co z tym zrobić, dlaczego to spotyka zawsze mnie, znowu mi się przytrafiło, ja to mam pecha – zaczniesz myśleć w kategoriach: ok, spróbowałem, nie wyszło – co mogę z tym teraz zrobić? Jak to mogę zrobić inaczej? Jakie jest inne wyjście z tej sytuacji? Kogo mogę poprosić o pomoc/wsparcie? Gdzie mogę poszukać informacji? Czy chcę to dalej robić? Jak mogę to zmienić? Co teraz mogę zrobić?  

Odpowiadając na pytanie z nagłówka, proakywność w praktyce to ciągłe zadawanie sobie pytania: co ja mogę teraz zrobić? Ja. Nie mój partner, dziecko, szef, klient, świat, los, niebiosa. Ja. I zacząć to robić. A potem patrzeć, czy to co robię daje takie rezultaty, jakich oczekuję. I absolutnie nie namawiam tu do popadania w pracoholizm! Proaktywne podejście dotyczy wszystkich obszarów życia – również relaksu, odpoczynku i regeneracji. 😉

A tak właściwie, to po co Ci ta proaktywność?

Tu wracam do pytania z samego początku artykułu – stawiasz na jakoś czy na jakość? Bo jakoś to będzie zawsze.

I jeszcze raz podkreślam. Nie ma obowiązku brania życia i odpowiedzialności w swoje ręce. Jeśli jest Ci dobrze tak jak jest, to w porządku. Nic na siłę i nic wbrew sobie. Jakoś to będzie.

Jeśli jednak podejmiesz decyzję, że chcesz mieć wpływ na swoje życie/biznes/związek/pracę i inne obszary, to wiedz, że proaktywność jest potężnym narzędziem do kreowania rzeczywistości. Proaktywne działanie, to tak naprawdę stwarzanie sobie samemu okazji, na które inni ciągle czekają.


Ćwiczenie proaktywności w praktyce

Dobra wiadomość jest taka, że nawyk proaktywności da się wyćwiczyć. Tylko pamiętaj – najlepiej małymi krokami. Nie od razu Kraków zbudowali. Zacznij od samoświadomości. Wybierz jeden obszar, od którego chcesz zacząć ćwiczenie proaktywności i zadaj sobie pytanie: czego ja chcę? Jakie mam potrzeby w tym obszarze? Co chcę zmienić?

Kiedy odpowiesz sobie na te pytania na poziomie racjonalnym, zejdź głębiej i poszukaj odpowiedzi na poziomie emocjonalnym – poczuj tę potrzebę. Następnie zastanów się, co możesz w związku z nią zrobić. Jakie masz możliwości w danym momencie? Czego potrzebujesz, żeby podjąć działanie. Przemyśl również, jakie odniesiesz korzyści i z jakimi konsekwencjami będzie się wiązało podjęcie działania oraz jego brak. I podejmij świadomą decyzję, co w tej konkretnej sytuacji wybierasz.  

Bardzo ważnym krokiem do proaktywności jest wyłapywanie wszystkich myśli-sabotażystów.
Przykład takich myśli-sabotażystów?

Gdybym więcej zarabiała, to….

 Gdybym wygrała na loterii, to…

Gdybym miał więcej czasu, to…

Gdybym nie był taki nieśmiały, to….

Jak pojawią się dobre okoliczności, to…

Zacznę działać jak tylko będzie dobry moment….

Zauważ, że wszystkie te myśli koncentrują się na czynnikach zewnętrznych i na nie zrzucają odpowiedzialność. Teraz odwróć sytuację, przejmij odpowiedzialność i zadaj te pytania w ten sposób:

Co mogę zrobić, żeby więcej zarabiać?

 Z czego muszę zrezygnować, żeby mieć więcej czasu? Jak mogę przeorganizować dzień, żeby mieć więcej czasu?

 Co mogę zrobić, żeby poradzić sobie z nieśmiałością?

 Czym są dla mnie dobre okoliczności? Po czym je poznam?

Co to dla mnie znaczy „dobry moment”? Kiedy będę wiedzieć, że to jest ten dobry moment?
 

Koniecznie zanotuj wszystkie myśli, które Cię blokują. Kiedy je zidentyfikujesz i będziesz wiedzieć, w jakich okolicznościach się pojawiają, łatwiej będzie Ci nad nimi zapanować i zmienić perspektywę.

Czy to oznacza, że już nigdy więcej się nie pojawią? Pojawią się. I to jest normalne! Po prostu łatwiej Ci będzie sobie z nimi poradzić i podjąć świadomą decyzję, czy w danej sytuacji chcesz działać, czy nie.

To jak, podejmujesz wyzwanie proaktywności?

Ściskam,
Kasia Preidl

You Might Also Like